Koncepcja ula AŽ-Wielkopolski
Cześć Jonasz! Piszę do Ciebie tutaj, bo widzę, że nie ma ruchu ;) Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pomysł na dość specyficzną modyfikację sprzętową i zależy mi na Twojej szczerej, chłodnej opinii jako praktyka. Temat dotyczy hybrydowego systemu szafkowego typu AŽ, ale dostosowanego bezpośrednio pod naszą rodzimą ramkę wielkopolską (lub ewentualnie inny popularny polski standard, jak chociażby Dadant). W Europie Południowej czy Środkowej hybrydy AŽ spotyka się sporadycznie w wariancie Langstrotha, natomiast na naszym rynku to praktycznie absolutna egzotyka lub samoróbki. Patrząc na to historycznie, konstrukcja szafkowa ma niesamowite korzenie w naszej części świata. Wszystko zaczęło się przecież od ks. Jana Dzierżonia i jego pierwszego ula szafkowego na Śląsku w I połowie XIX wieku. Później August von Berlepsch dorzucił do tego ramkę, w Szwajcarii ewoluowało to w system Bürki-Jeker i słynny Schweizerkasten, a w Słowenii – rozwijany od czasów Antona Janšy – powstał klasyczny ul AŽ (Žnideršiča). Po wojnie NRD utrzymało tę tradycję szafkową i pawilonową w ramach VKSK i instytutu w Hohen Neuendorf, podczas gdy u nas w PRL postawiono na szybką standaryzację wokół uli magazynowych Dadanta i Wielkopolskich. Przez to ule szafkowe u nas niemal całkowicie wyginęły, a w mojej ocenie kryje się w nich ogromny potencjał ergonomiczny, który warto byłoby odświeżyć. Głównym atutem takiego hybrydowego ula AŽ na ramkę wielkopolską byłaby niesamowita ergonomia pracy, dostosowana do osób o ograniczonej sprawności fizycznej. W tradycyjnym ulu korpusowym trzeba dźwigać ciężkie, pełne miodu półkorpusy lub pełne korpusy, co dla starszych pszczelarzy czy osób na wózkach inwalidzkich staje się barierą nie do przejścia. W systemie AŽ dostajesz się do gniazda i miodni od tyłu, otwierając drzwiczki jak w szafce, i operujesz wyłącznie jedną ramką na raz. Choć czas pracy na jedną rodzinę bywa nieco dłuższy i ogólna wydajność czasowa spada, to wysiłek fizyczny ogranicza się do zera. To pozwala prowadzić pasiekę bez niczyjej pomocy przez długie lata, niezależnie od wieku czy problemów z kręgosłupem. Drugi wymiar mojego planu to integracja takich hybrydowych uli z mobilnym pasieczyskiem na podwoziu ciężarowym lub przyczepie – w klimacie dawnych mobilnych bienenwagenów robionych w NRD na bazie IFA W50, IFA L60 czy czechosłowackich TAM 5000. Wyobraź sobie zwarty, zamknięty pawilon pasieczny wbudowany bezpośrednio na zabudowę ciężarową lub solidną przyczepę. Z zewnątrz masz tylko wylotki na ścianie bocznej, a w środku – zadaszona, ocieplana przestrzeń warsztatowa ze stacjonarnie zamontowanymi ulamiszafkowymi na ramkę wielkopolską. Praca w środku jest całkowicie odizolowana od deszczu, wiatru czy chłodów, a całe pasieczysko przestawia się w jedno miejsce bez dotykania pojedynczego ula. Zastanawiam się, jak widzisz taki koncept z praktycznego punktu widzenia. Czy według Ciebie przeniesienie geometrii ula AZ na wymiar ramki wielkopolskiej (lub Dadantowskiej) przy zachowaniu dostępu tylnego miało prawa działać w naszych warunkach pożytkowych i zimowych? I czysto hipotetycznie – gdybyś miał możliwość przetestowania takiego hybrydowego systemu, zrealizowanego w formie mobilnego pawilonu, wiedząc, że nie musisz zmieniać swojego standardu ramek i gospodarki w pasiece, spróbowałbyś u siebie takiego gospodarowania? Daj znać, co o tym myślisz! zdjęcia z neta :p




