Traktor z odkurzaczem zamiast opryskiwacza?
Bez chemii, bez oprysków, za to z potężnym wentylatorem przed maską. Naukowcy ze Słowenii przez trzy lata testowali, czy szkodniki da się po prostu wyssać z pola. Wyniki są lepsze, niż można by się spodziewać.

Fot. Batistič i in. 2026 , Journal of Economic Entomology
W skrócie
- Po jednym przejeździe maszyny liczba pluskwiaków na polu spadła średnio o połowę.
- Najlepiej wciągane były larwy, bo nie potrafią szybko uciec ani odlecieć.
- Prędkość traktora (3 czy 6 km/h) nie miała znaczenia, liczyło się ustawienie nawiewu.
- Najlepsze wyniki uzyskano w gryce (spadek o 71%) i lucernie.
- Urządzenie nie wybiera ofiar, więc może zasysać także pożyteczne owady.
O jakich szkodnikach tutaj mówimy?
Chodzi o pluskwiaki różnoskrzydłe, czyli dużą grupę owadów z kłująco-ssącym aparatem gębowym, które wbijają kłujkę w roślinę i wysysają soki (nie mają nic wspólnego z pluskwą domową). Kłują nasiona, strąki i kwiaty, przez co plon jest mniejszy i gorszej jakości. Standardowym rozwiązaniem są insektycydy, które szkodzą również pszczołom.
Traktor z odkurzaczem
Zespół z Uniwersytetu w Lublanie postanowił sprawdzić coś zupełnie innego: mechaniczne wysysanie szkodników. Zbudowali prototyp montowany z przodu ciągnika. To duży kaptur prowadzony nad roślinami, połączony z wentylatorem o mocy 5,5 kW, który przerzuca około 8 tysięcy metrów sześciennych powietrza na godzinę. Zastosowano też dwie dysze, które dmuchają od dołu. Owady są najpierw zdmuchiwane z liści, a chwilę później lądują w strumieniu ssącym.

Testy trwały od 2023 do 2025 roku na soi, słoneczniku, sorgo, lucernie i gryce. Owady liczono tuż przed przejazdem maszyny i zaraz po nim, w tych samych punktach. Łącznie naliczono ponad 7,6 tysiąca pluskwiaków.
W gęstych uprawach, gdzie owady łapano siatką entomologiczną, na każdym metrze kwadratowym siedziało przed przejazdem średnio ponad 40 pluskwiaków. Po przejeździe zostawało około 20. W żadnej uprawie liczba szkodników nie osiągnęła progu, od którego rolnik powinien zacząć zwalczanie.
Nie prędkość, a powietrze
Pierwsze zaskoczenie: prędkość nie ma znaczenia. Niezależnie od tego, czy kierowca jechał wolno, czy dwa razy szybciej, skuteczność była taka sama.
Największe znaczenie miała ilość powietrza, która trafiała do dolnych dysz. Gdy więcej powietrza skierowano pod rośliny, skuteczność wzrosła z 43 do 62%. Różnica dotyczyła głównie larw. Siedzą one nisko i nie potrafią szybko uciec, więc mocniejszy podmuch od dołu dokładniej je zdmuchiwał.
Liczyła się też pora sezonu. Najlepsze wyniki uzyskano we wrześniu, kiedy na polach jest najwięcej młodych pokoleń owadów.

A co z pszczołami?
Tu robi się ciekawie dla nas. Maszyna najlepiej sprawdziła się w gryce i lucernie, czyli roślinach często odwiedzanych przez pszczoły. Sami autorzy przyznają, że odkurzacz nie odróżnia szkodnika od pożytecznego owada. Pszczół w badaniu nie liczono, więc pytanie, co dzieje się z zapylaczami podczas przejazdu przez kwitnący łan, pozostaje bez odpowiedzi.
Z drugiej strony metoda nie zostawia żadnych pozostałości chemicznych i nie powoduje odporności u szkodników. Gdyby jej używać poza godzinami lotu pszczół albo przed kwitnieniem, mogłaby być dużo łagodniejsza niż oprysk.
Naukowcy podkreślają, że to dopiero początek. Nie wiadomo, ile owadów faktycznie ginie, a ile jest tylko przenoszonych gdzie indziej. Nie sprawdzono też, jak szybko pole zasiedla się ponownie. Odkurzacz raczej nie zastąpi całkowicie ochrony roślin, ale może stać się jednym z narzędzi, które pozwolą pryskać rzadziej.
Czy ten artykuł był pomocny?
Wydrukowano z pszczelarzjonasz.pl/wiedza/traktor-z-odkurzaczem-zamiast-opryskiwacza






Komentarze
Zaloguj się, żeby dodać komentarz albo zadać pytanie autorowi.
Zaloguj sięZałóż kontoNikt jeszcze nie skomentował. Masz pytanie albo własne doświadczenie? Napisz pierwszy komentarz.